|
Jest Ojciec znanym misjonarzem. To przypadek czy
świadomy wybór?
Gdy miałem trzy lata zmarła moja
matka. Po święceniach kapłańskich dowiaduję się od ciotek: twoja
matka, gdy nosiła cię pod sercem modliła się, abyś był
misjonarzem. Spełniło się chociaż początkowo byłem kapłanem
diecezjalnym – jeden rok. Postanowiłem być misjonarzem
afrykańskim. Pan Jezus jednak wobec mnie miał inne plany misyjne.
W roku 1963 miałem rekolekcje dla dzieci i młodzieży w Krakowie na
Łagiewnikach, gdzie spoczywa apostołka miłosierdzia św. s.
Faustyna. Kończąc te rekolekcje ksiądz proboszcz zaprasza na drugi
rok. Mówię chętnie, ale nie mogę gwarantować, ponieważ złożyłem
wniosek o paszport, gdyż chcę wyjechać na misje do Afryki. Po
pewnym czasie spotykam siostrę zakonną, która tam uczyła dzieci
religii, mówi do mnie: Proszę ojca misjonarza, dzieci i młodzież
modlą się, aby ojciec misjonarz nie dostał paszportu. Złożyłem 15
wniosków o paszport; niestety, wszystkie potraktowano odmownie.
Nie wyjechałem. Stałem się misjonarzem krajowym.
Od wielu już lat prowadzi Ojciec misje na temat
Miłosierdzia Bożego. Skąd ta „słabość” do Bożego Miłosierdzia?
To pytanie jest bardzo słuszne. Misje
prowadzę od 1963 roku. Przeprowadziłem około 500 misji o Sercu
Pana Jezusa. I to pytanie dotyczy „pieriestrojki” Serca Jezusowego
na Miłosierdzie Boże. Otóż ta myśl dopadła mnie na moich
osobistych rekolekcjach, mniej więcej 17 lat temu. Wtedy dopiero
dotarło do mnie zdanie św. Jana – „Bóg jest miłością” – czyli, że
Bóg nie może przestać mnie kochać. To zaczęło mnie „dręczyć’, że
ta miłość Boga to miłość miłosierna. Oczywiście były różne
„przeboje” z Bożym Miłosierdziem, bo kto się go dotknie, musi
dostać po głowie. Na przykład ksiądz Michał Sopoćko dostał
upomnienia z Rzymu.
Zacząłem myśleć, czy to jest wola
Boża, czy nie? Pisałem do Ojca Generała, który odpisał, że mam się
zająć szukaniem miłosierdzia i tą tematyką. Z wewnętrznym
rozbiciem, o chlebie i wodzie rozpocząłem 5 dniowe rekolekcje w
Łagiewnikach, u siostry Faustyny. Wieczorem pierwszego dnia biorę
do ręki „Dzienniczek” - Faustyno, mów co jest grane? Na chybił
trafił go otworzyłem. Czytam jak Pan Jezus mówi do siostry
Faustyny – Córko nie martw się, te rekolekcje, które jutro
zaczynasz wszystko wyjaśnią. To był dla mnie mocny znak i wtedy
zacząłem interesować się miłosierdziem i postanowiłem podjąć te
misje. Mam ich już za sobą 900. W Kaliszu, w parafii p.w.
Miłosierdzia Bożego będą 901.
Czy jakieś misje szczególnie zapadły Ojcu w
pamięci?
Gdy prowadziłem misje Serca Bożego,
to kapłani, stali niejako obok. To jest dla wiernych – mówili,
itd. A przy misjach Bożego Miłosierdzia spostrzegłem, że księża
mówią – to nam wszystkim jest potrzebne i nam proboszczom też. Ten
zasięg został poszerzony maksymalnie. W czasie misji ludzie
reagują i przychodzą do spowiedzi tacy „jubilaci’, którzy nie byli
u spowiedzi 50 lat, czy więcej.
Takie jedno wydarzenie. Miało miejsce
w Ostródzie w olsztyńskiem. Przyszedł do mnie do spowiedzi starszy
pan, już trochę nie dosłyszał, miał 82 lata. Prosił o „taryfę
ulgową” – 99%. Ja pytam – tak dużo? Tak, bo ojciec misjonarz
ogłaszał, kto nie był 50 lat u spowiedzi ma „taryfę ulgową” 50 %,
a ja jestem „diamentowy jubilat”. - Jak to „diamentowy jubilat”?
65 lat nie byłem u spowiedzi. Jak to się stało?
Przechodziłem obok kościoła i
słyszałem jak ojciec śpiewał przez kolumny „Wróć synu, wróć” i
sobie myślę, kochany to chyba do mnie. Bo ostatni raz byłem w
kościele mając 17 lat. „Wróć synu wróć” – poszedłem dalej, ale
refren się powtórzył – i tak sobie pomyślałem, to już jest do
mnie. Zacząłem chodzić na te misje. Dowiedziałem się, że Bóg mnie
też kocha, chociaż daleko odszedłem i proszę o tę taryfę ulgową
99%.
Ta prawda, że Bóg mnie kocha, choćbym
był największym grzesznikiem, ona powoduje nawracanie. To tak jak
z tym synem marnotrawnym, ojciec nigdy nie żałował mu tego
przebaczenia i to nam Pan Jezus powiedział o swoim i naszym Ojcu.
To dzięki staraniom Ojca mamy w Kaliszu obraz
Jezusa Miłosiernego – drugi pierwowzór?
Z tym obrazem to jest super ciekawa
historia. Został namalowany pod dyktando sługi Bożego ks. Michała
Sopoćko, spowiednika siostry Faustyny, był on świadkiem
namalowania pierwszego obrazu. On miał najpełniejsze wskazówki
przekazane przez św. siostrę Faustynę i ten obraz otrzymał
pierwszą aprobatę Komisji Episkopatu Polski w 1954 roku. To też
jest ciekawa data - 5 października w szesnastą rocznicę śmierci
św. siostry Faustyny. Ten obraz dostał ksiądz Zbigniew Kraszewski,
wtedy wicerektor, później rektor seminarium warszawskiego. Był on
w kościółku seminaryjnym przy Krakowskim Przedmieściu. Potem
zostaje biskupem i obraz zabiera ze sobą na Kamionek. Z biskupem
Kraszewskim znałem się od 1958 r. i nawet zaprosił mnie do siebie
na misje w Warszawie. Na tych misjach obraz był u niego w
gabinecie, nie chciał oddać go do kościoła, ponieważ tam był już
inny obraz często niszczony. Kiedy tam byłem i jedliśmy obiad
powiedziałem – Ekscelencjo, ten Pan Jezus tak na mnie patrzy i
chce żebym go wziął. On odpowiedział – Nie dostaniesz.
Kiedykolwiek spotkałem biskupa pytałem – Ekscelencjo, jak obraz?
Daj mi spokój, nie dostaniesz. Cztery lata o to walczyłem, ostatni
atak przypuściłem w dzień beatyfikacji w Rzymie. Ekscelencjo, jak
będzie z tym obrazem? Nawet tu nie dajesz mi spokoju, przyjdź na
obiad to pogadamy. Już wiedziałem, że zmięknie. No dobrze, a co ja
będę miał? Załatwię kopię, nie ma problemu. Dobrze by było, gdyby
Ekscelencja go przywiózł, przekazał uroczyście. No to kiedy? 24
czerwca?
Aż mi włosy dęba stanęły. Nasz
kościół jest pod wezwaniem Nawiedzenia Matki Bożej, a 24 czerwca
jest Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Na początku
obraz znajdował się na kotarze, żeby ludzie się z nimi oswoili, aż
wreszcie doczekał się ołtarza. Na pewno tego wszystkiego pilnuje
ksiądz Sopoćko, który zapewne nie przypuszczał, że nawet zostanie
ogłoszone Sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego.
Jak Ojciec przygotowuje się do głoszenia tych
misji?
Podstawowym przygotowaniem jest
wydrukowany przeze mnie podręcznik prowadzenia Misji Bożego
Miłosierdzia w czterech tomach. Opracowałem go 10 lat temu. Zajęło
mi to cztery lata. Ale najważniejsza jest modlitwa i post. Jeżeli
chodzi o post, zawarłem ze św. siostrą Faustyną umowę. Ja ci daję
koniak, piwo i inne używki, a Ty daj mi zdrowie, żebym jak
najdłużej mógł głosić misje. Każdego dnia rano staram się wstać
jak najwcześniej, pójść do kościoła, zrobić wystawienie
Najświętszego Sakramentu i tam sam na sam z Panem Jezusem
„doładowuję akumulator”, potem odprawiam Mszę św., jem śniadanie i
„idę do akcji”.
Czy chciałby jeszcze Ojciec dodać coś od siebie?
Jeśli chodzi o te misje, to ja je
nazwałem „Ucztą Miłosierdzia Bożego”, bo Pan Jezus mówił o uczcie,
zastawia ucztę Eucharystyczną. Więc zapraszam wszystkich na tę
ucztę. To Pan Jezus ją funduje, a pilnuje Matka Miłosierdzia,
która świetnie się spisała na uczcie w Kanie Galilejskiej. Ona
zawsze z nami jest. My misjonarze będziemy pełnić rolę kelnerów,
będziemy serwować różne dania, a wystarczy je wykorzystać.
Będziemy to wszystko przyjmować z
radością, to będzie radosne spotkanie z Jezusem Miłosiernym.
Rozmawiał ks.
Krystian Szenowski |